ban1
Firmy | Zapytania | Produkty | Okazje | Wydarzenia | Aplikacje | Wiadomości | Czasopisma | Książki | Forum | Praca

home > Wszystkie wiadomości > Wiadomość

Hryniewicze - sprawa oczyszczalni trafi do sądu

poranny.pl - 24-04-2008

Po 12 miesiącach od postawienia zarzutów w sprawie oczyszczalni odcieków w Hryniewiczach prokuratura się rozmyśliła. To zupełnie absurdalna i śmieszna sytuacja - mówi Marek Kozłowski, były wiceprezydent i jeden z podejrzanych w tej sprawie. - Rok temu stawiano nam jedne zarzuty, dziś inne. Zaskakuje mnie ten zwrot, ale jestem uspokojony, bo jak widać, były bezpodstawne. Następne też takie będą.

Sprawa oczyszczalni odcieków ciągnie się właściwie od 2001 roku, kiedy ówczesne władze miasta odebrały zakład od firmy Arka. Mimo tego, że oczyszczalnia nie działała, i zresztą nie działa do dziś. Sprawą zajmowała się białostocka prokuratura, ale w 2006 roku przeniesiono ją do Rzeszowa, aby uniknąć powiązań pomiędzy lokalnymi prokuratorami i politykami.

Nowe zarzuty

Dokładnie rok temu rzeszowska prokuratura okręgowa, która prowadzi sprawę białostockiej oczyszczalni odcieków, postawiła zarzuty czterem osobom: wiceprezydentom Markowi Kozłowskiemu i Krzysztofowi S. (nie zgodził się na publikację nazwiska) oraz dyrektorowi departamentu inwestycji Januszowi Ostrowskiemu i jego zastępczyni Bożenie Zawadzkiej.

- Te zarzuty postawiliśmy na podstawie materiałów przygotowanych przez białostocką prokuraturę. Wskazywały, że podejrzani wybrali złą koncepcję oczyszczalni. Ale w trakcie prowadzonego przez nas śledztwa okazało się, że wasi prokuratorzy popełnili błąd, a koncepcja była dobra - wyjaśnia Jan Łyszczek, zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie.

Nie przyznają się

Teraz podejrzanych oskarża się o niegospodarność i sprzeniewierzenie pieniędzy: od 3,8 do 4,3 mln zł. Grozi im za to od roku do nawet dziesięciu lat więzienia. - Podejrzani nie wyegzekwowali kar umownych i opłacili firmie Arka faktury już po odbiorze oczyszczalni, kiedy wiedzieli, że ona nie działa - dodaje prokurator Łyszczek.

Podejrzani nie przyznają się do winy i spokojnie czekają na proces, który niewykluczone, że ruszy jeszcze przed wakacjami.

- Prokuratura obciąża pojedyncze osoby, nie rozumiejąc chyba, że decyzje dotyczące oczyszczalni podejmował kolegialnie cały zarząd - twierdzi Marek Kozłowski.

- Nie mam sobie nic do zarzucenia - dodaje Janusz Ostrowski. - Spokojnie czekam na wyjaśnienie sprawy.



strona główna |  nasza oferta |  REJESTRUJ |  zapytanie |  okazje |  wydarzenia |  produkty/usługi
reklama |  kontakt |  polityka prywatności |  pomoc

Made by inVert '03.