|
|
Nad
losem Morza Bałtyckiego pochyliło się ponad 80 naukowców z
13 krajów północnej i środkowej Europy, w tym dziesięciu z
Polski. Postanowili napisać książkę w oparciu o wyniki różnych
badań prowadzonych w poszczególnych krajach, w której
analizują przeszłość, teraźniejszość i przypuszczalną
przyszłość zlewni Morza Bałtyckiego. Efektem ich pracy jest
publikacja "Assessment of Climate Change for the Baltic Sea
Basin ". - Pracowali przy niej klimatolodzy, biolodzy,
hydrolodzy, matematycy, ekonomiści - wymienia prof. Piotr
Tryjanowski z Zakładu Ekologii Behawioralnej Uniwersytetu w
Poznaniu, jeden ze współautorów.
Soli
będzie mniej
Bałtyk
jest morzem śródlądowym, prawie zamkniętym, łączy się z
Morzem Północnym przez bardzo płytkie Cieśniny Duńskie. I właśnie
wlewy z Atlantyku via Morze Północne oraz wlewy z rzek decydują
zarówno o poziomie wody w Bałtyku, jak i jego zasoleniu, i
zanieczyszczeniu.
Zasolenie
wód w naszym morzu nie jest równomierne - najwyższe występuje
w części południowo-zachodniej (średnio 10 promili), najniższe
w północnej (średnio 2,5 promila). Ten fakt decyduje o tym,
że w Bałtyku żyją zarówno gatunki morskie, jak i słodkowodne,
a ich liczba zmienia się w zależności od zmian zasolenia. W
ostatnim stuleciu zdarzały się bowiem duże wlewy oceaniczne (np.
w roku 1914, w latach 1951/52 i dwa w latach 70.), które
podnosiły zasolenie Bałtyku i zawartość tlenu.
O
tym, jak duży ma to wpływ na życie w morzu, świadczy przykład
dorsza składającego ikrę w głębokich wodach, w których
zasolenie jest większe, dzięki czemu jaja mogą swobodnie
unosić się w wodzie. Zdarza się jednak, że wlewów z Morza Północnego
nie ma przez kilka lat. Wówczas na dno opada duża ilość
materii, która jest rozkładana przez bakterie. Siarkowodór
pochłania tlen i w tych warunkach ikra dorsza nie może się
rozwijać.
Na
ilość tlenu w wodzie ma wpływ także temperatura wody (im większa,
tym mniej tlenu się rozpuszcza) oraz zanieczyszczenie wody.
Ocieplenie klimatu nie pozostanie więc bez wpływu na życie w
Bałtyku. Naukowcy przypuszczają, że do 2100 r. poziom wody w
naszym morzu podniesie się o 20-60 cm, temperatura wody zwiększy
się od 2 do 4 st. C, zmniejszy się zasolenie wody. Będzie to
efekt zwiększonych opadów - głównie deszczu - w północnej
części basenu (w południowej nastąpi ich zmniejszenie) oraz
kurczenia się pokrywy lodowej. - Te zmiany będą miały wpływ
na gatunki roślin i zwierząt żyjących w morzu. Szacujemy, że
w tym stuleciu może wymrzeć nawet 40 proc. z nich - zaznacza
prof. Tryjanowski.
Racicznica
skorzysta, foka straci
Spadek
liczebności morskiej fauny nastąpi najpierw w południowo-zachodniej
części Bałtyku ze względu na zmniejszenie zasolenia wód. To
niekorzystnie odbije się m.in. na populacji rozgwiazdy
czerwonej i kraba raczyńca jadalnego. Lepiej poradzą sobie
gatunki słodkowodne i te, które dobrze tolerują wahania
temperatury i zasolenia. Zmiany wykorzystają też najeźdźcy z
innych stref klimatycznych, np. małż racicznica zmienna, który
bardzo szybko się rozmnaża i opanowuje nowe terytoria.
Najlepiej czuje się właśnie w wodach słodkich i o niskim
zasoleniu.
W
naszym morzu i rzekach świetnie radzi sobie też ryba babka, której
występowanie w Polsce po raz pierwszy stwierdzono w 1990 r. W
kilkanaście lat rozprzestrzeniła się w całej Zatoce Gdańskiej,
w Zalewie Wiślanym, w Zatoce Pomorskiej. - Jest już u brzegów
Niemiec, Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji i Finlandii, zaczyna
konkurować o miejsce i pokarm z gatunkami rodzimymi - zauważa
prof. Krzysztof E. Skóra, kierownik Stacji Morskiej Instytutu
Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego. Przyrodników niepokoi też
pojawienie się żebropława Mnemiopsis leidyi (w Bałtyku
stwierdzony w 2006 r.), który świetnie znosi nawet duże
wahania temperatury i zasolenia. Żebropławy zjadają ogromne
ilości planktonu, ikry i larw ryb, wpływają znacząco na układ
w łańcuchu pokarmowym. Instytut Morski w Kilonii ostrzegł
niedawno, że żebropław zasmakował w ikrze dorsza, co może
się okazać zagrożeniem dla zasobów tej ryby.
Pogorszy
się sytuacja i tak już zagrożonej foki obrączkowanej, czyli
nerpy, która wykorzystuje płyty lodowe jako miejsca do
rozrodu. Dziś w zimie lód pokrywa Zatokę Botnicką, Fińską
i Ryską oraz szereg bardzo płytkich lagun i zatok na południu
Bałtyku. Szacuje się, że do 2100 r. pokrywa lodowa może
skurczyć się o 50-80 proc.! - Ta istotna zmiana całkowicie
zmieni dynamikę w zbiorniku - zauważa prof. Mirosław Miętus
z Katedry Meteorologii i Klimatologii Uniwersytetu Gdańskiego
(także brał udział w pracach nad publikacją). - Ale z punktu
widzenia żeglugi redukcja zlodzenia to ułatwienie - podkreśla
prof. Miętus. Bałtyk to ważna droga morska dla państw nadbałtyckich.
Prof.
Tryjanowski zauważa również, że na zmianach związanych z
ociepleniem klimatu skorzystają ptaki: mewy, kaczki, łabędzie,
kormorany, które nie będą musiały już spędzać zimy tak
daleko na południu.
Już
zabijamy życie w morzu
Na
przyszłość Bałtyku wpływają nie tylko zmiany klimatu, ale
przede wszystkim działalność człowieka. Co zresztą już
widać gołym okiem. Nadmierne polowania i zanieczyszczenie wód
doprowadziło do załamania populacji bałtyckich ssaków: fok
(pospolitych, obrączkowanych, szarych), wyginął jesiotr,
ginie morświn. Przyrodnicy zwracają też uwagę na przeławianie
ryb, np. zbyt duże połowy dorsza. - Zanikają też niektóre
siedliska w strefie brzegowej: zespoły brunatnic i krasnorostów,
trzcinowiska. Nie potrafimy zadbać o właściwy stan siedlisk
ryb wędrownych - wymienia prof. Krzysztof E. Skóra.
Bałtyk
jest jednym z najbardziej zdegradowanych przyrodniczo mórz na
świecie. Nic dziwnego - wpływa do niego ok. 250 rzek, które płyną
przez tereny wysoko uprzemysłowione i rolnicze. Substancje
biogeniczne (azot, fosfor) prowadzą do wzrostu żyzności,
zmian chemicznych, np. ubytków tlenu, i fizycznych - spadku
przejrzystości wód, wzrostu osadów.
- To
radykalnie zmienia środowisko zbiornika. Światło nie dociera
do głębszych warstw, więc rośliny nie mogą rosnąć. Tysiące
kilometrów Bałtyku pozbawione są podwodnych "łąk"-
zauważa prof. Skóra. Intensywne zakwity sinic są
niebezpieczne, gdyż wśród nich znajdują się także gatunki
toksyczne. Życie w morzu ograniczają też zanieczyszczenia
metalami ciężkimi czy substancjami ropopochodnymi.
Zanieczyszczenie Bałtyku może się więc odbić negatywnie na
turystyce.
Naukowcy
podkreślają, że zmiany spowodowane ociepleniem klimatu trudno
będzie zatrzymać, można tylko spowolnić lub ograniczyć ich
przyczyny. - Można ustabilizować tego typu zmiany, ale tylko
wtedy, gdy ograniczy się emisję gazów cieplarnianych. Trzeba
jednak rozwiązać ten problem w skali globalnej - uważa prof.
Miętus.
Prof.
Krzysztof. E. Skóra podkreśla zaś, że trzeba działać
natychmiast. - Bałtyk traci na swojej wartości znacznie
szybciej, niż dotykają go zmiany klimatyczne. Ubożeją jego
gospodarcze zasoby. Dziś ani jeden kilometr plaży nie jest
chroniony, nie powstał ani jeden rezerwat morski, zanika wiele
gatunków i ich siedlisk. Obawiam się, że nim dotkną nas
zmiany klimatyczne, takiego Bałtyku, jaki znamy, już nie będzie.
Morze wcześniej przestanie wielu z nas żywić i wzbogacać.
|