|
W
rzeszowskim MPWiK kłótnia idzie głównie o pieniądze. Związki
zawodowe zażądały, by każdy z pracowników dostał średnio
800 złotych podwyżki. Oznacza to wzrost płac o około 30
procent. Zarząd spółki nie chce się na to zgodzić. Władze
spółki podają, że średnie zarobki już teraz w firmie
wynoszą 3 052 zł. brutto. Związki odpierają, że to średnia
razem z kadrą zarządzającą, a szeregowi pracownicy nie
zarabiają więcej jak 2,5 tys. złotych.
Związki
domagają się też, by pracownicy firmy i ich rodziny nie płaciły
rachunków za wodę i ścieki. W przypadku niespełnienia tych
żądań zagroziły akcją protestacyjną. Jaką? Nie chcą na
razie mówić o szczegółach, ale dają do zrozumienia, że możliwa
jest przerwa w dostawie wody.
Ratusz
tak sobie wziął do serca te informacje, że w ubiegłym
tygodniu powołał sztab kryzysowy, który wymyślił, że w
razie potrzeby ujęcie wody, oczyszczalnię ścieków i
przepompownię będą obługiwać... strażnicy miejscy pod
obstawą policji.
Czwartkowe
rozmowy nie doprowadziły do porozumienia: - Mediator zapoznał
się z naszymi postulatami, wysłuchał wyjaśnień. Umówiliśmy
się, że w przyszłym tygodniu znowu przyjdzie i będziemy
rozmawiać już o konkretach. Czyli o pieniądzach - mówi
Bogdan Śmigiel, szef zakładowej "Solidarności".
Po
drugiej stronie w czasie rozmów siedział prezes MPWiK Adam
Tunia: - Właściwie wszystkie sprawy podczas tej trzygodzinnej
dyskusji zostały ustalone i wyjaśnione. Poza jedną - płacami.
Ja wciąż stoję na stanowisku, że takich pieniędzy, jakich
żądają związki zawodowe nie mam - mówi "Gazecie"
prezes Tunia.
|